Na wyraźne życzenie Agaty z bloga *Agata Smaruje* swatch lakieru Ingrid Love Story.
Wdzięcznie nazwany 'szafirkiem' przez powyższą, ale dla mnie bardziej do niego pasuje 'szmirek' :D
W butelce to piękny niebieski kolor, coś w stylu królewskiego błękitu (chyb tak się nazywa ten kolor:D)
Jednakże ten mały brzydal potrzebuje aż 3!! grubych!! warstw żeby kolor był chociaż trochę zbliżony do tego w butelce (nijak nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciach;/).
Wszystkie zdjęcia w świetle dziennym.
| Wskazujący palec opiłowany na migdał. Chciałam zobaczyć jak by mi było w tym kształcie:D |
| Tutaj jest chyba najbardziej zbliżony do tego co widzę w butelce, ale musiałam to strasznie przerobić w programie;/ |
Fakt potem wygląda cudnie, ale kto ma czas czekać aż wyschnie?!?!?! God damm it, na pewno nie ja:D
Potraktowałam go wysuszaczem, niestety po godzinie udało mi się lakier ściągnąć z paznokcia. Zsunął się z paznokcia jakby kobitka na głodzie po ścianie:)
A to dziad:)
Nic to. Będę szukać na niego sposobu bo to naprawdę piękny kolor:)